Streszczenie rozdziału 1

 

Przedmiotem zainteresowania człowieka ­– a w pewnym sensie także innych bytów – jest rzeczywistość, czyli wszystkie istniejące i powiązane ze sobą rzeczy. Zazwyczaj nie zajmuje nas w danej chwili cała rzeczywistość, lecz wybrany jej obszar lub poziom. Elementarną jednostką rzeczywistości w filozofii zwanej przez nas lazurową ideą jest fakt (dokładniej: fakt ontyczny). Fakt, zgodnie z łacińskim źródłosłowem, jest tym, co się stało, wydarzyło, dlatego odnosi się on zawsze do przeszłości i/lub teraźniejszości. Nie ma więc „faktów przyszłych”, są tylko nasze wyobrażenia przyszłości formułowane na podstawie obserwacji faktów. Znaczna część faktów została przez nas odebrana (tzn. spostrzeżona i ewentualnie poznana) i te fakty nazywamy fenomenami, czyli zjawiskami. Oczywiście fenomeny to jeszcze nie cała rzeczywistość, ponieważ nadal są i zapewne zawsze będą fakty przez nas niezauważone, czyli tak zwane fakty latentne (niepoznane, ukryte, uśpione).

     Faktem jest zarówno pojedyncza cecha jakiejś rzeczy (np. okrągły kształt piłki), jak i zbiór wielu cech (np. wszystkie cechy piłki). Stąd wskazane jest odróżnianie faktu prostego, odpowiadającego jednej cesze, relacji, ilości, jakości, czynności i tym podobne, od faktu złożonego, będącego zbiorem lub systemem licznych cech, relacji i tak dalej, odnoszących się zazwyczaj do tej samej rzeczy. Innymi słowy, na fakt złożony składają się liczne fakty proste. Przykładowo, konkretna piłka (fakt złożony), na której ktoś codziennie się gimnastykuje, jest okrągła, gumowa, jasnozielona, prążkowana, o średnicy ponad pół metra, dość twarda, wypełniona powietrzem (siedem przykładowych faktów prostych).

     Fakty złożone tworzą byty (dokładniej: byty obiektywne), czyli rzeczy. Przez byt należy rozumieć to, co jest (lub było – w tym przypadku mówimy o bycie historycznym), jest jakieś i jest czymś (lub kimś-i-czymś). Wszechświat jest bytem. Galaktyki, gwiazdy, planety, morza, góry, miasta, atomy, związki chemiczne, bakterie, rośliny, zwierzęta, ludzie – są bytami. Całość czegoś (np. organizm) nazwiemy bytem i jego część (np. organ) również nazwiemy bytem. Niepomiernie ważnym i powszechnym rodzajem bytu jest system (byt-system), czyli byt tworzący całość składającą się ze współzależnych od siebie części.

     Możemy mówić o bytach jednostkowych oraz bytach modelowych. Tak naprawdę w rzeczywistości obiektywnej istnieją tylko byty jednostkowe, te drugie natomiast istnieją jedynie w naszym umyśle jako pewne wzorce (= modele bytu), wyobrażenia. Konfucjusz, Hypatia z Aleksandrii, Leonardo da Vinci, Carl Gauss, Indira Gandhi to byty jednostkowe, natomiast ‘kobieta’, ‘mężczyzna’, ‘artysta’, ‘Hinduska’ to byty modelowe. Byt modelowy składa się wyłącznie z atrybutów, czyli cech charakterystycznych dla całej klasy podobnych bytów, zaś byt jednostkowy tworzą zarówno atrybuty, jak i akcydensy, tzn. cechy przypadkowe, charakterystyczne dla jednostki. Dlatego byty jednostkowe są niepowtarzalne, a ich indywidualne cechy stanowią odstępstwa od wyobrażeniowych bytów modelowych.

     Analizując rzecz (byt), możemy powiedzieć, że każdy byt konstytuują trzy rodzaje faktów: fakt egzystencjalny, fakty formalne oraz fakty esencjalne. Fakt egzystencjalny to inaczej istnienie bytu. Mówiąc o faktach formalnych i esencjalnych, zawsze mówimy zarazem o istnieniu bytu. Fakty formalne tworzą formę (grec. morphe). O formę pytamy: jaki ów byt jest? Ogólnie rzecz ujmując, jest to pytanie o wygląd rzeczy (kształt, wymiary, położenie itd.). O istnieniu formy wiemy dzięki spostrzeżeniom zmysłowym. Mniej oczywista wydaje się sprawa faktów esencjalnych, tworzących esencję rzeczy (grec. eidos). Esencja to inaczej aktywna myśl zawarta w danym bycie. Metaforycznie rzec by można, że to „dusza” rzeczy (w „przeciwieństwie” do jej formy jako „ciała”). O esencję pytamy: czym lub kim-i-czym ów byt jest? Gdy powiemy, że człowiek jest istotą cielesną, dwunożną, skąpo owłosioną, posiadającą mózg, serce i układ oddechowy, a także (uwzględniając cechy indywidualne danej jednostki) jest niebieskookim blondynem z blizną na prawym policzku, będzie to odpowiedź na pytanie o formę. Jeśli natomiast powiemy, że jest on istotą żywą, świadomą, rozumną, jak również (znowu uwzględniając cechy indywidualne) mądrą, życzliwą, empatyczną, to mówimy o cechach ejdetycznych (= esencjalnych), odpowiadając na pytanie o esencję. Wśród pytań esencjalnych (nb. o wiele trudniejszych od tych o formę) jest też grupa pytań najgłębszych, rozpoczynających się od zaimka dlaczego. Są to pytania o rację (ratio), to znaczy o przyczynę: Dlaczego ów byt istnieje, dlaczego jest taki a taki, dlaczego jest tym a tym itd. O istnieniu esencji dowiedzieliśmy się pierwotnie dzięki spostrzeżeniom intuicyjnym, które (podobnie jak spostrzeżenia zmysłowe) zostały poddane krytyczno-logicznej obróbce przez umysł.

     Pytając o przyczynę, pytamy (niekoniecznie expressis verbis) o czynność, czyli akt (A, od łac. actio), oraz sprawcę tej czynności, czyli podmiot (S, od łac. subiectum). Kto sprawił lub co sprawiło, że dany byt (tutaj zwany przedmiotem, O, od łac. obiectum) jest, taki jest i tym jest? Schemat SAO symbolizuje nie tylko triadę subiectumactioobiectum (podmiot – czynność – przedmiot), lecz także inne (ko)relacje, np. przyczyna ontyczna (sprawca) – przyczyna faktyczna (działanie sprawcy) – skutek (wynik działania sprawcy). Jako że wszystko w świecie się zmienia, symbolizuje również triadę: strona zmieniającazmianastrona zmieniana. Zmiana może dotyczyć też zmieniającego; wówczas schemat SAO przybiera postać S1AS2, gdzie S1 jest stanem podmiotu przed działaniem, a S2 stanem po działaniu. SAO jest poniekąd teoretycznym modelem, ponieważ w praktyce zazwyczaj mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym, to znaczy oddziaływaniem obustronnym: S oddziałuje na O i odwrotnie. Ten wzajemny wpływ „wszystkiego na wszystko” tworzy system naczyń połączonych charakterystyczny dla całej rzeczywistości.

     Wszystkie byty-systemy ze względu na pochodzenie można podzielić na: (1a) naturalne (powstałe jako efekt aktywności przyrody, np. dąb, bakteria, Księżyc), (1b) kulturowo-naturalne (naturalne zmodyfikowane przez człowieka, np. brokuł, pole, udomowiony pies) oraz (2) kulturowe (będące efektem naszej aktywności umysłowej, np. pług, biblioteka, telefon). Byty kulturowo-naturalne, mimo naszego wpływu w ich powstanie, rządzą się de facto tymi samymi regułami co byty naturalne.

     W każdym bycie można wskazać kilka poziomów jego bytowości (np. subatomowy, atomowy, molekularny). Mówiąc o bycie-systemie, z reguły upraszczamy sprawę i mówimy tylko o jego najwyższym poziomie ontycznym, czyli tym szczególnym, który decyduje o tym, że byt jest tym oto bytem (np. że koń jest koniem), z pominięciem niższych poziomów.

     Jak powiedziano wcześniej, każdy byt zawiera w sobie myśl. W bytach naturalnych jest zawarta myśl czynna, czyli myśl organizująca: (1) byt, (2) jego relacje ze środowiskiem i (3) pośrednio także środowisko, oraz myśl bierna, czyli myśl zorganizowana i nierzadko nadal organizowana. Byty kulturowe natomiast, mimo że i one mogą inspirować do myślenia, zawierają tylko tę drugą (myśl bierną). Myśl czynna – jako czynnik aktywny w bycie – to myślenie lub „myślenie”[1], zwane inaczej samoorganizowaniem się bytu według określonych praw. Myśl czynna jest tożsama z esencją, o której była mowa wcześniej. Natomiast myśl bierna to skutek myślenia, produkt myśli czynnej, myśl utajona w bycie (= myśl latentna), myśl, która przybrała zmaterializowaną postać. Jeśli myśl czynną nazwiemy aktem (A na schemacie SAO), to myśl bierna będzie stanem (O na schemacie SAO). Myśl bierna tworzy wspomnianą już formę.

     Jest oczywiste, że zarówno myśl czynna (jako akt, esencja, aktywność bytu), jak i myśl bierna (jako stan, forma, latencja bytu) zmieniają się w bez przerwy zmiennej rzeczywistości. Jednakże oprócz nich jest jeszcze trzeci rodzaj myśli, najważniejszy, który się nie zmienia. To prawa ontyczne (= bytowe) obecne w całej rzeczywistości. Tej ważnej kwestii będzie poświęcony jeden z kolejnych rozdziałów.

 

Streszczenie rozdziału 2

 

Od wieków zastanawiano się, co jest przyczyną wszystkiego: świata (Wszechświata), czasu i przestrzeni, życia, człowieka… Taką pierwszą przyczynę, a zarazem pierwotną substancję, zasadę, i początek wszystkiego, w filozofii nazywa się arche. Starożytni filozofowie greccy nie byli zgodni co do tego, czym jest arche, wskazując raz na wodę (Tales), innym razem na powietrze (Anakymenes), ogień (Heraklit), ziemię (Ksenofanes) lub wszystkie wymienione przed chwilą żywioły połączone w różnych proporcjach przez miłość/zgodę i nienawiść/niezgodę (Empedokles). Arystoteles do owych czterech istniejących odwiecznie elementów dorzucał jeszcze piąty – eter. Ciekawszych odpowiedzi udzielili m.in. Anaksymander (arche to apeiron, czyli bezkres), Demokryt (pierwszą przyczynę stanowi nieskończoność atomów i próżni) oraz Platon (przyjmował jednię jako zasadę jedności i diadę jako źródło różnorodności). Równie interesująca była chińska odpowiedź: pierwotną substancją jest tao (dao) rozumiane jako ‘droga’, ‘sposób myślenia’.

     Zrazu wydaje się, że odpowiedź w lazurowej idei jest inna, ale czy na pewno? Naszym zdaniem źródłem wszystkiego (wszelkich bytów) jest Prabyt. Czym on jednak jest? To moc, energia, myśl, informacja, które w swej istocie są tym samym. Moc przejawia się jako energia; energia zawsze niesie informację, podczas gdy informacja to nic innego jak myśl.

     Prześledźmy to po kolei. Przed Godziną Zero-Zero, od której zaczął się Wielki Wybuch, istniała prawdopodobnie tylko próżnia (dokładniej: Prapróżnia) jako niepodzielna, nieskończona energetyczna całość. We wspomnianym momencie część owej Prapróżni wyemanowała (tzn. wyłoniła się) jako energia ujawniona i przybrała z czasem zmaterializowaną postać, część natomiast nadal się nie ujawniła, pozostając energią latentną i stanowiąc to, co nazywa się dzisiaj próżnią. Przyjrzyjmy się teraz bliżej obu postaciom energii.

     Energia ujawniona to wszystko, co określamy niezbyt precyzyjnym i ogólnikowym pojęciem materii, a więc m.in. zwykła (tzw. barionowa) materia, antymateria, hipotetyczna ciemna materia, promieniowanie, neutrina. Jest to zarówno energia organizująca (czyli moc/myśl organizująca), jak i energia organizowana (moc/myśl organizowana), obecne w każdym bycie, energetycznie niepodzielne.

     W przeciwieństwie do energii ujawnionej, która jest obserwowalna i stanowi przedmiot zainteresowań nauk przyrodniczych, energii latentnej – mimo że jest ona pierwotna – nie możemy obserwować ze względu na brak jej uzewnętrznienia, czyli brak posiadanej formy. Ta energia, jako Prapróżnia, była przed Godziną Zero-Zero i jest nadal jako próżnia absolutna. Nie podpadając pod prawa przyrody (physis), nie może mieć ona żadnych właściwości fizycznych. Jeśli mimo wszystko chcielibyśmy „znaleźć” jakieś jej cechy, byłyby to wyłącznie „cechy negatywne”, takie jak brak ruchu, nieskończoność, „pozaprzestrzenność”, zerowa wartość energetyczna. Paradoksalnie, jest ona praprzyczyną wszelkiego ruchu, skończoności, czasoprzestrzeni, energii o wartości powyżej zera, a także, rzecz jasna, wszelkiego bytu. Argumentami za istnieniem tak rozumianej energii latentnej są m.in. Wielki Wybuch (jako największa transformacja energii latentnej w ujawnioną), czarne dziury (jako obszar wiązania energii ujawnionej i ewentualnego przechodzenia jej w stan latentny; swoista odwrotność Wielkiego Wybuchu), fluktuacje kwantowe („nieuzasadnione” pojawianie się i znikanie cząstek wirtualnych), dualizm korpuskularno-falowy i ewentualny superluksonowy poziom energetyczny.

     Jeśli o Godzinie Zero-Zero doszło do skwantowania próżni, czyli do jej podziału na najmniejsze porcje zwane kwantami, to również „znana” nam próżnia może się z nich składać. Wówczas ruch falowy kwantu energii ujawnionej (np. fotonu) byłby w istocie przekazywaniem tej samej porcji energii sąsiedniemu kwantowi latentnemu i pobudzaniem go w ten sposób do chwilowej aktywności. Droga od źródła-nadawcy do odbiorcy energii to właściwie sztafeta (fala, spirala) z przekazywaniem sobie tej samej porcji energii.

     Nie wszystkie cząstki energii poruszają się z prędkością światła (v = c) wynoszącą około 300 000 km/s. Ta prędkość jest charakterystyczna tylko dla tzw. luksonów (m.in. fotonów, gluonów), tworzących poziom luksonowy energii. Te natomiast, które poruszają się z mniejszą prędkością (v < c; tzw. masywne cząstki, np. protony), zachowują się inaczej niż luksony: ich energia wzrasta wraz ze wzrostem prędkości. Ten poziom nazywamy bradionowym albo poziomem masywnych cząstek. Czy są jeszcze inne poziomy energetyczne rzeczywistości oprócz tych dwóch? Jeśli próżnia ma taki charakter, jak była o tym mowa wyżej, to istnieje jeszcze prawdopodobnie poziom próżniowy. Niewykluczone, że jest ponadto poziom pośredni między próżniowym a luksonowym – poziom superluksonowy (tj. nadluksonowy), w którym prędkość hipotetycznych cząstek zwanych tachionami sytuowałaby się między prędkością światła a nieskończonością (∞ > v > c). Ten poziom moglibyśmy nazwać przedpróżnią. Być może do przedpróżni należy ciemna energia (nie mylmy jej z ciemną materią!), stanowiąca około 70% energii Wszechświata. A co jeśli ciemna energia jest… właściwą próżnią? Wszystko możliwe, zwłaszcza że jest ona ­ – w przeciwieństwie do innych form energii ujawnionej – równomiernie rozłożona we Wszechświecie. Mimo wszystko wydaje się nam bardziej prawdopodobne, że jest ona przedpróżnią.

     Mówimy wciąż o energii, ujawnionej i nieujawnionej, ale energia to przecież emanacja mocy. Czyjej mocy? Na schemacie SAO moc oznacza aktywność lub potencjalność (A), czyli przyczynę faktyczną. Co w takim razie jest podmiotem (S), a więc przyczyną ontyczną? Według lazurowej idei jest nią Prabyt, który po Godzinie Trzech Zer ujawnił się jako Wszechbyt. Jako że jest on jednostkowy i (mówiąc obrazowo, na granicy metafory) największy z wszelkich możliwych rzeczy, właściwa w odniesieniu do niego wydaje się pisownia dużą literą. Tak więc Prabyt to Wszechbyt, inaczej Moc, Energia, Myśl (Logos), Informacja (Prawda), Próżnia – zależnie od aspektu Wszechbytu, który chcemy wyeksponować, i perspektywy, z jakiej go „obserwujemy”.

 

Streszczenie rozdziału 3

 

Słowo rzeczywistość w języku polskim ma przynajmniej dwa znaczenia: (1) wszystko, co istnieje (byt konkretny) oraz (2) cecha wszystkiego, co istnieje (fakt dotyczący tegoż bytu). Rzeczywistość jako konkret to inaczej świat, Wszechświat (ewentualnie hipotetyczny Wieloświat jako cykl wszechświatów) na wszystkich istniejących poziomach albo, mówiąc bardziej precyzyjnie, Wszechbyt jako najwyższy system łączący ze sobą wszelkie byty.

     Ujmując problem od strony substancjalnej, rzeczywistość ma jeden wymiar: energetyczny, co oznacza, że wszystko jest szeroko rozumianą energią, od organizującej po organizowaną. Rozważając ją natomiast od strony zarówno formalnej, jak i percepcyjnej, ma ona dwa wymiary: czasoprzestrzeń i myśl. Czasoprzestrzeń stanowi fizyczny wymiar rzeczywistości, natomiast myśl – logiczny (ejdetyczny) jej wymiar.

     Fizyczny wymiar rzeczywistości to czasoprzestrzeń, forma bytu, zwana też zewnętrznym wymiarem, a więc to wszystko, co realnie spostrzegamy lub potencjalnie moglibyśmy spostrzec za pomocą zmysłów. Jeśli całą rzeczywistość podzielilibyśmy[2] na świat próżni i świat materii, to właściwości czasoprzestrzenne miałby tylko ten drugi, próżnia istnieje bowiem poza ruchem, a więc także poza czasem i przestrzenią, jak to miało miejsce przed Godziną Zero-Zero, czyli przed początkowym momentem Wielkiego Wybuchu (lub Wielkiego Wirowania).

     Przywykliśmy wymiary przestrzenne (długość, szerokość, wysokość/głębokość) oraz wymiar czasowy traktować liniowo, to znaczy tak, jakby każdy z nich był linią prostą, lecz obserwacja bardzo dużych ciał (takich jak planety, gwiazdy, galaktyki) lub bardzo małych (elektrony, fotony) skłania nas raczej ku temu, by przyznać im helikalny (spiralny, falowy) charakter ruchu. Warto zauważyć, że położenie ciała w określonym miejscu cyklu wpływa na aktualne właściwości tego ciała.

     Fizyczny wymiar jest wtórny w stosunku do logicznego wymiaru rzeczywistości – tego zarówno pierwotnego, jak i wiecznego. Zakładamy, że był on – wtedy jako jedyny – już przed Godziną Zero-Zero i pozostał również „po tej godzinie”. Logiczny wymiar rzeczywistości to inaczej esencja, eidos, „forma” wewnętrzna, myśl w niej zawarta, wewnętrzny jej wymiar. Per analogiam do Kosmosu, rozumianego jako cała czasoprzestrzeń, logiczny wymiar możemy nazwać Logosem.

     W dawnym języku greckim słowo logos miało wiele znaczeń: ‘słowo pisane’, ‘żywa mowa’, ‘myśl pochodząca od Boga’, ‘mądrość Boża’, ‘rozum’, ‘harmonijna zasada’, ‘prawo’, ‘sens’, ‘przyczyna’. Pod wpływem Filona z Aleksandrii i jego neoplatońskich kontynuatorów Logos został utożsamiony z Boską Mocą, a nawet z Bogiem. Ze względu na podmiotowy charakter można byłoby go nazwać umysłem Wszechbytu. Jedną z najważniejszych cech Logosu jest logika (logika Wszechbytu) zwana inaczej panlogiką, obejmująca wszelkie prawa logiki oraz matematyki obowiązujące bez najmniejszego wyjątku w całej rzeczywistości. Inna istotna jego cecha to moc działania, czyli wola. Wbrew niektórym irracjonalnym mitom religijnym należy podkreślić, że umysł ten nigdy nie łamie praw, które sam ustanowił.

     Ejdetyczny i pozaczasoprzestrzenny Wszechbyt istnieje wiecznie. Co natomiast z Wszechświatem: kiedy zaistniał? A może on także istnieje wiecznie?

     Zdaniem niektórych myślicieli Wschodu oraz kilku znaczących współczesnych fizyków nasz Wszechświat może być jednym z cykli Wieloświata, czyli jednym z wielu światów następujących po sobie. Inni natomiast sądzą, że Wszechświat miał początek i wiele wskazuje na to, że kiedyś będzie miał też koniec. Wydaje się to logiczne, przynajmniej w stosunku do naszego (tzn. obecnie istniejącego) Wszechświata, który zaistniał o Godzinie Zero-Zero i rozpoczął się Wielkim Wybuchem, z czym zgadza się już dzisiaj większość uczonych. Naszym zdaniem ów Wszechświat mógł się wyłonić z Wszechbytu, który przed Godziną Zero-Zero miał postać absolutnej próżni (Prapróżni).

 

Streszczenie rozdziału 4

 

Myśl, podobnie jak cała rzeczywistość, zmienia się. Ale oprócz myśli zmiennej istnieje także myśl, która nie podlega temu procesowi. Są nią prawa, które nazywamy – by odróżnić je od norm przez nas ustanawianych – prawami ontycznymi. Tworzą one swoistą konstytucję rzeczywistości. Prawo służy podlegającej mu jednostce oraz wyższym systemom, do których ona należy, i ostatecznie całej rzeczywistości.

     Prawa ontyczne stanowią podstawę (principium) wszelkiej esencji bytu. Są one wewnętrznie spójne, uniwersalne, absolutne, stabilne, a dla nas, podmiotów je poznających, oczywiste i prawdziwe. Możemy wyróżnić prawa statyczne (ściślej: prawa mówiące o tym, co w rzeczywistości statyczne) oraz prawa dynamiczne (prawa mówiące o tym, co zmienne). Prawa statyczne dotyczą Wszechbytu, stąd inne ich określenia – prawa Wszechbytu, prawa panlogiki, prawa myśli. (Panlogika, przypomnijmy, to system wszelkiej myśli logiczno-matematycznej obecny w całej rzeczywistości, a przez nas, jako podmioty poznające, odkrywany). Prawa te obowiązują zawsze i wszędzie, wszystko i wszystkich, łącznie z Prabytem, który jest ich domniemanym źródłem. Prabyt na płaszczyźnie teologicznej utożsamiany jest z Bogiem; w takim razie prawa stanowią Jego niezmienną istotę. Wydaje się więc zrozumiałe, że nigdy nie występuje On wbrew swoim prawom, będącym „częścią” Niego samego.

     Prawa dynamiczne natomiast to prawa przyrody, zwane inaczej prawami Wszechświata albo prawami czasoprzestrzeni. Wiążą się one ze zmiennością, ruchem i są zależne od praw statycznych. Mają hierarchiczny charakter: u ich podłoża znajdują się prawa fizyki, z praw fizyki wyłaniają się (emanują) prawa chemii, z tych zaś – prawa biologii. Dlatego wszystkie istoty żywe można by nazwać metaforycznie „dziećmi biologii, wnukami chemii i prawnukami fizyki”. Również w obrębie każdej z tych dziedzin da się wyróżnić prawa charakterystyczne tylko dla niej, na przykład w grupie praw biologicznych – prawa dotyczące prokariontów (m.in. prawo ich rozmnażania), prawa eukariontów jednokomórkowych, prawa eukariontów wielokomórkowych itd. Szczególnym rodzajem praw są prawa przyrody ożywionej świadomej, czyli te dotyczące ludzi jako bytów obdarzonych świadomością.

     Każdy byt-system podlega prawom dynamicznym, do których należą prawa rozwoju oraz prawa rozpadu. Wszystko się rozwija i rozpada, aczkolwiek w różnym tempie. Mogłoby się wydawać, że tylko prawo rozwoju jest korzystne dla jednostki i systemów, do których ona należy, natomiast prawo rozpadu nikomu nie służy. De facto jednak sprawa wygląda inaczej: także drugie z praw jest ostatecznie korzystne dla całej rzeczywistości. Innymi słowy, śmierć i stopniowy rozpad są równie ważne i niezbędne jak narodziny oraz rozwój.

     Wszystko się zmienia, rozwija i rozpada, na różnych poziomach ontycznych, pozostając w nieustannym ruchu. Zmiany biegną w dwóch kierunkach: in plus – w stronę organizacji, integracji, budowy, oraz in minus – ku dezorganizacji, dezintegracji, dekonstrukcji. Zauważył to już Zygmunt Freud, nazywając owe siły erosem (pęd ku życiu) i tanatosem (pęd ku śmierci), mimo że nie przypisywał ich wszystkim bytom. Rozwój i rozpad przeplatają się na wszystkich poziomach bytu; można by rzec, niemożliwy jest rozwój nowego bez rozpadu starego. Gdybyśmy wyabstrahowali pojedynczy aspekt tego procesu (np. rozwój intelektualny u człowieka), byłby to przeplatający się warkocz: integracja I stopnia (rozwój) → dezintegracja I stopnia (rozpad) → integracja II stopnia (rozwój) → dezintegracja II stopnia (rozpad) → integracja III stopnia (rozwój) itd.

     Zwykliśmy rozwój i rozpad traktować liniowo, jako szereg zjawisk zachodzących diachronicznie. Tymczasem przebiegają one zarówno diachronicznie (są rozciągnięte w czasie), jak i synchronicznie (jednocześnie obejmują całe klasy bytów).

 

Streszczenie rozdziału 5

 

Jednym z kluczowych pojęć lazurowej idei jest system, czyli względnie zamknięty i stabilny zespół uporządkowanych elementów, które stanowią zintegrowaną całość wyższego stopnia niż tworzące ją składniki. Tym, co łączy owe komponenty w system, jest twórcza myśl. Jeśli brak między nimi owej myśli, nie możemy mówić o systemie, a co najwyżej o zbiorze tych elementów.

     System składa się z komponentów (elementów) zwanych podsystemami, czyli systemami niższego stopnia. Z kolei system w stosunku do podsystemów jest nadsystemem, to znaczy systemem wyższego stopnia. Wszelkie systemy stanowią swoistą hierarchię bytową, na szczycie której jest Wszechbyt jako najwyższy system obejmujący wszystko, co istnieje.

     Każdy naturalny system, a w szczególności ożywiony, bez przerwy rozwija się i oczywiście częściowo rozpada, ponieważ rozwój i rozpad to dwa skrajne przejawy tego samego: ruchu jako nieustannej zmiany. Są dwie przyczyny owego stanu rzeczy: wewnętrzna, czyli ejdetyczna (znana jako czynnik endogeniczny), i zewnętrzna, zwana środowiskową (jako czynnik egzogeniczny). System odbiera informację (w postaci energii) z zewnątrz, ze środowiska, przetwarza ją i wykorzystuje do własnego rozwoju. Nie byłby jednak możliwy rozwój, gdyby byt-system naturalny nie miał w sobie predyspozycji rozwojowych. Tak więc obie przyczyny są istotne. Im bardziej złożony ontycznie system, tym bardziej przyczyna wewnętrzna staje się w rozwoju ważniejsza od zewnętrznej, środowiskowej.

     Przyjęło się uważać, że jedynym sposobem rozwoju rzeczywistości jest ewolucja. Naszym zdaniem jest to tylko jedna z metod; inna, ważniejsza, to emergencja jako proces dążenia do nowej jakości bytu-systemu, która zostaje utworzona z komponentów, a wcześniej, na podstawie ich właściwości, jest niemożliwa do przewidzenia. Nowo utworzony byt-system ma nową, dotychczas nieznaną jego komponentom wartość zwaną jakością emergentną. Jakość emergentna pojawia się wskutek synergii elementów, a następnie ich integracji w jedną całość. Synergia, czyli współpraca tworzących system komponentów, i integracja, tzn. scalenie elementów składowych w jedno, to właściwie dwa etapy emergencji. Jeśli emergencja zatrzyma się na pierwszym etapie, mówimy wówczas o emergencji odwracalnej, a więc takiej, która w pewnych okolicznościach może wrócić do stanu poprzedniego, wyjściowego. Jeżeli natomiast po synergii nastąpi trwała integracja tychże elementów i zlanie się ich w całość, mówimy wówczas o emergencji nieodwracalnej. W rzeczywistości mamy do czynienia nie tylko z procesem integracji, ale również z jego przeciwieństwem – procesem dezintegracji, skłonności bytu do częściowego lub całkowitego rozbijania tego, co zostało zintegrowane. Jest to proces niezbędny do rozwoju nowych bytów; wydawałoby się, że niekorzystny z punktu widzenia bytu jednostkowego, służy jednak interesom gatunków i całego Wszechświata.

     Podsumowanie naszej wiedzy o emergencji możemy następująco przedstawić na diagramie:

  Autor diagramu: Bartłomiej Kuczkowski

 

Całą rzeczywistość obowiązują różne prawa, o czym była już mowa. Należą do nich również wskazane przez nas trzy prawa emergencji. Pierwsze, podstawowe prawo mówi, że w celu powstania systemu wyższego stopnia muszą się połączyć (za sprawą własnej esencji) albo zostać połączone (przy udziale przyczyny zewnętrznej) w jedną harmonijną całość przynajmniej dwa systemy niższego stopnia, będące jednocześnie systemami na tym samym poziomie ontycznym. Sprawcą owego połączenia, oprócz środowiska, jest esencja (eidos): w przypadku bytów naturalnych – łączna esencja wszystkich komponentów, natomiast w przypadku bytów kulturowych – myśl ich twórców.

     Według drugiego prawa (prawa powszechności emergencji w przyrodzie) wszystkie byty naturalne będące systemami mają naturalną skłonność do tworzenia w odpowiednich warunkach systemu wyższego stopnia. Mówiąc obrazowo, byt naturalny tylko „czeka na okazję”, by połączyć się w partnerstwie z innymi bytami i utworzyć z nimi coś, co przerasta zarówno jego, jak i jego partnera/partnerów.

     Trzecie prawo (prawo wiedzy o jakości emergentnej) głosi, że byt będący systemem niższego stopnia nie ma i nie może mieć żadnej informacji (żadnej wiedzy, żadnego pojęcia etc.) na temat jakości emergentnej uzyskanej przez byt będący systemem wyższego stopnia, dopóki sam nie osiągnie tego stopnia rozwoju. Może mieć natomiast informację właściwą dla jego poziomu i ewentualnie niższych poziomów. Tak więc najpierw trzeba osiągnąć określony poziom rozwoju, by móc korzystać z jego dobrodziejstw.

     Emergencja występuje zarówno w przyrodzie nieożywionej, jak i ożywionej. Mamy z nią do czynienia od samego początku Wszechświata, aczkolwiek sam jego początek zwany Godziną Zero-Zero był zapewne… największą „antyemergencją” (=dezintegracją pozytywną), jaka kiedykolwiek się zdarzyła w dziejach. Wtedy to Rzeczywistość, będąca Prapróżnią, podzieliła się na kwanty jako najmniejsze porcje energii, ujawniając swoją energetyczną moc. Szybko jednak nad dzieleniem się wziął górę proces przeciwstawny – łączenie się rozbitych elementów w systemy.

     Najniższym systemem w przyrodzie, według obecnej wiedzy, jest prawdopodobnie kwark. Trzy kwarki (górne i dolne w różnej kombinacji) tworzą system zwany nukleonem, jakim jest proton lub neutron. Proton(y) i neutron(y) tworzą system wyższego rzędu – jądro atomowe (zwane też czasami nuklidem), jądra natomiast wraz z elektronami tworzą atomy różnych pierwiastków chemicznych, a atomy – molekuły (cząsteczki), zrazu proste, później coraz bardziej złożone. Również inne naturalne byty, takie jak gwiazdy, planety, układy planetarne, galaktyki, gromady galaktyk, supergromady, są abiotycznymi systemami.

     Ze zjawiskiem zwanym życiem zetknęliśmy się dotychczas jedynie na Ziemi. Nie mamy żadnych dowodów na to, że istnieje ono poza naszą planetą. Biorąc jednak pod uwagę niewyobrażalny ogrom Wszechświata i powszechność panujących w nim praw, z absurdem graniczy pogląd, że życie powstało jedynie tutaj.

     Na Ziemi pojawiło się ono około 3,5–4 mld lat temu w najprostszej formie, jaką są organizmy zwane prokariontami. Dopiero później, po upływie niemalże połowy tego czasu, prawdopodobnie wskutek emergentnego połączenia się prokariontów, pojawiły się eukarionty jako jednokomórkowce, następnie wykształciły się jednokomórkowce żyjące w różnicujących się koloniach, a w końcu powstały wielokomórkowce. Dały one początek grzybom, roślinom i zwierzętom. Z tych ostatnich wyewoluował człowiek jako najwyższe znane nam ogniwo w emergentno-ewolucyjnym rozwoju bytów, osiągając poziom świadomości.

 

Streszczenie rozdziału 6

 

Jeśli nie najważniejszą, to przynajmniej jedną z najważniejszych cech każdego bytu-systemu jest zmiana: jego rozwój i/lub rozpad. Choć ostateczny rozpad (śmierć/unicestwienie) stanowi nieuniknioną konsekwencję rozwoju, to rozwój ma fundamentalne znaczenie dla istnienia bytu. Bez niego nie ma i nie może być żadnego bytu-systemu. Rozwój o łagodnym przebiegu nazywamy ewolucją, zaś ten, który dokonuje się gwałtownie – rewolucją.

     Największą rewolucją, jaka kiedykolwiek miała miejsce, był niewątpliwie Wielki Wybuch zapoczątkowany o Godzinie Zero-Zero. Jednakże rewolucją są także każde narodziny nowego bytu i jego śmierć. Są to rewolucje naturalne, to znaczy występujące w szeroko rozumianej przyrodzie (nieożywionej i ożywionej). Na pograniczu natury i kultury znajdują się wszelkie rewolucje społeczne, będące efektem wstrzymania naturalnego (tj. ewolucyjnego) rozwoju społecznego. Przykładami tego rodzaju rewolucji są m.in. narodziny chrześcijaństwa, reformacja, rewolucja francuska. Natomiast w obszarze rzeczywistości zwanym kulturą mamy do czynienia z rewolucjami kulturowymi, takimi jak systemy filozoficzne, przełomowe odkrycia naukowe czy twórczość wielkich a wpływowych artystów. Inicjatorami tych rewolucji są wybitni intelektualiści zwani geniuszami.

     Inny charakter ma ewolucja społeczna, będąca naturalnym rozwojem społecznym albo, nieco inaczej rzecz ujmując, biologiczno-kulturowym rozwojem naszego gatunku, oraz ewolucja kulturowa jako wszelka twórcza aktywność intelektualna (naukowa, artystyczna, wynalazcza itd.). Tymi ewolucjami będziemy się zajmować w dalszych częściach dzieła, więc tutaj zostały one jedynie zasygnalizowane. W niniejszym zaś rozdziale koncentrujemy się na ewolucji naturalnej, a zwłaszcza na jej szczególnym wariancie – ewolucji biologicznej.

     Szeroko rozumiana ewolucja, obok emergencji, jest kolejnym sposobem rozwoju nieustannie zmieniającej się rzeczywistości. Jeśli emergencję moglibyśmy określić jako wspinaczkę w górę, jej cel stanowi bowiem osiąganie coraz to wyższego poziomu złożoności (i również bytowości), to ewolucja jest podążaniem za zmianami środowiskowymi albo, mówiąc bardziej metaforycznie, marszem przed siebie. Ewolucja sama w sobie nie jest podmiotem – o czym się często zapomina – lecz aktem (A na schemacie SAO), właściwością bytu.

     Ewolucja ma miejsce w całej czasoprzestrzeni, a więc odbywa się zarówno w czasie (diachroniczny aspekt ewolucji), jak i w przestrzeni (synchroniczny aspekt ewolucji). Dlatego rozpatrując to zjawisko, powinniśmy uwzględniać oba te ściśle powiązane ze sobą aspekty. Na ogół przebiega ona łagodnie, niemal niezauważalnie. Zmiany ewolucyjne są widoczne z reguły dopiero w dłuższym przedziale czasowym. Warto pamiętać, że ewoluuje cała przyroda, również ta nieożywiona, ale nieporównywanie szybciej i efektywniej – przyroda ożywiona. Tempo przemian ewolucyjnych zależy od inteligencji podmiotu, którego ona dotyczy.

     Jak się wydaje, w początkowej fazie rozwoju Wszechświata zwanej Wielkim Wybuchem dominowała emergencja, natomiast ewolucja pojawiła się później, gdy z obłoków molekularnych zaczęły się kształtować pierwsze ciała niebieskie (protogwiazdy, a później gwiazdy). Ewolucja gwiazd przebiegała różnie, w zależności od ich wielkości. Mniejsze ewoluowały wolniej, natomiast te duże (= czerwone nadolbrzymy) znacznie szybciej. Prędzej dochodziło też do ich śmierci, czyli ostatecznego rozpadu, jakim w tym przypadku był wybuch supernowej. Śmierć/unicestwienie/rozpad to naturalny koniec każdego bytu ewoluującego. Również nasz Układ Słoneczny jest efektem kosmicznej ewolucji, która w jego przypadku trwa od około 4,6 mld lat, co stanowi mniej więcej 1/3 czasu ewolucji Wszechświata.

     Pojęcie ewolucji trafiło do codziennego języka w drugiej połowie XIX wieku po opublikowaniu O pochodzeniu gatunków Karola Darwina i początkowo odnosiło się tylko do ewolucji biologicznej. To bardzo ważna ewolucja, dlatego warto przyjrzeć się jej bliżej.

     Celem ewoluującego bytu biotycznego jest trwanie przy życiu i rozwój będący w głównej mierze nadążaniem za zmianami środowiskowymi. W darwinowskim rozumieniu ewolucja obejmuje trwałe zmiany ponadosobnicze. W takim ujęciu ewoluują jedynie gatunki i wyższe jednostki taksonomiczne (jest to rozwój filogenetyczny, czyli rodowy), nie zaś pojedyncze organizmy. W niniejszym, szerszym ujęciu ewolucja obejmuje oprócz filogenezy również ontogenezę (rozwój ontogenetyczny, osobniczy), czyli de facto wszystkie byty, także te jednostkowe, mimo że ich „indywidualna droga ewolucyjna” nie wpływa na genetyczną ewolucję gatunku. Wszelka informacja oraz doświadczenie są magazynowane w pamięci, to znaczy są zapisywane w nukuleusie. W przypadku osobnika informacja jest zapisywana w jego indywidualnym nukuleusie[3], jakim jest mózgowie, natomiast w przypadku gatunku jest przechowywana w gatunkowym nukuleusie, czyli w genach (= odcinkach nici DNA), które w niezmienionej lub zmodyfikowanej postaci są przekazywane potomstwu.

     Ewolucja jako całość jest procesem dwuwektorowym, to znaczy odbywa się poziomo (aspekt synchroniczny) oraz pionowo (aspekt diachroniczny). Ażeby ewolucja zostawiła trwały ślad na pokoleniach, musi dojść do transferu (= przekazania) genów. Ów transfer może być pionowy (to przekaz genów poprzez dobór naturalny lub sztuczny) bądź poziomy zwany inaczej horyzontalnym lub HGT (ang. horizontal gene transfer). Pionowy transfer jest charakterystyczny dla wielopokoleniowych eukariontów, zwłaszcza tych rozmnażających się płciowo, natomiast poziomy – głównie dla prokariontów. Ten drugi przybiera postać jednokierunkowego, bezpośredniego przekazu materiału genetycznego z jednej komórki bakterii do drugiej (koniunkcja), przeniesienia części obcego materiału genetycznego za pośrednictwem bakteriofaga (transdukcja) lub przeniesienia fragmentu DNA z komórki dawcy do komórki biorcy (transformacja). Jeśli biorcą jest eukariont zwierzęcy, mówimy wówczas o transfekcji.

     Inicjatorem pionowej zmienności gatunkowej jest mutacja, czyli losowa zmiana w materiale genetycznym. Do mutacji może dochodzić w pojedynczym genie (np. do wstawienia jakiejś pary nukleotydów, czyli organicznych związków chemicznych będących podstawowymi składnikami DNA/RNA) lub w sekwencji genów zwanej chromosomem (np. do przeniesienia, podwojenia, obrócenia lub utraty jego fragmentu). Codziennie w każdej komórce mają miejsce niezliczone mutacje, jednakże z reguły mają one obojętny lub negatywny charakter (z tym ostatnim na szczęście komórka sama sobie w większości przypadków radzi), a więc nie wpływają ani na komórkę, ani na organizm. Mutacje są rodzajem katalogu różnych możliwości, z których byt ewoluujący korzysta za pomocą selekcji naturalnej.

     Spotyka się dwa rodzaje mutacji: dziedziczną, która prowadzi do zmiany genotypu (= puli cech dziedzicznych), i somatyczną, zmierzającą do zmiany fenotypu (= puli obserwowalnych cech osobniczych).

     Powszechnie uważa się, że motorem ewolucji, rozumianej zarówno najszerzej, jak i po darwinowsku, jest przypadek. W takim ujęciu ewolucja byłaby serią ślepych trafów. Naszym zdaniem przypadek jest zaledwie jednym z losowych zdarzeń, nie stanowi natomiast losowego rozwiązania jakiegoś problemu, którego nastręcza podatne na zmiany środowisko. Motorem ewolucji, podobnie zresztą jak emergencji, jest przystosowująca się do zmian w otoczeniu myśl zawarta w bycie. W przypadku istot żywych możemy mówić o ich inteligencji jako umiejętności rozwiązywania zaistniałych problemów środowiskowych.

 

Streszczenie rozdziału 7

 

Cokolwiek istnieje, jest w jakimś stopniu „śladem” po czymś, co zaistniało wcześniej, a więc świadczy o istnieniu czegoś innego, co jest przyczyną „śladu”. W lazurowej idei takie „ślady” (= skutki) nazywamy odbiciami. Przyczyną odbicia jest z reguły najbliższe środowisko, a dokładniej: pewne jego cechy. Mówimy, że noga wraz ze stopą jest odbiciem ruchu i powierzchni, po której osobnik się porusza lub kiedyś się poruszał. Co to znaczy? Zacznijmy od wyjaśnienia, że chodzi tu nie tyle o konkretne indywiduum, ile o długi łańcuch jego przodków i praprzodków, wykraczający zazwyczaj daleko poza jeden gatunek. Człowiek ma płaskie stopy, porusza się bowiem po płaskiej powierzchni. Ma dość długie nogi, które ułatwiały mu szybkie przemieszczanie się, m.in. pogoń za zwierzyną łowną lub ucieczkę przed niebezpieczeństwem. Kaczka ma krótkie nogi, ponieważ niewiele chodzi, ale za to ma błonę pławną między palcami, co umożliwia jej pływanie i nurkowanie. Kot ma miękkie opuszki na końcu swoich kończyn, dzięki czemu może w ciszy podkradać się do ofiary oraz miękko lądować podczas skoków. Ludzie, kaczki i koty poruszają się w różnych środowiskach (przyczyna zewnętrzna) i mają różne potrzeby ruchu (przyczyna wewnętrzna), więc mają też różne nogi oraz stopy będące odbiciami ich ruchu i powierzchni.

    Proces odbijania (A na schemacie SAO) zmienia byt (O), przyczyniając się m.in. do jego rozwoju i/lub rozpadu. Jeśli ów proces trwa długo albo jest bardzo gwałtowny, z reguły są to nieodwracalne zmiany.

     Cechy środowiska odbijają się zarówno w bytach niebędących naturalnymi systemami (np. kamieniu), jak i w bytach-systemach, z ożywionymi na czele (organizmach). W przypadku niesystemu mamy do czynienia z odbiciem biernym, czyli takim, w którym byt sam z siebie nie reaguje (nie odpowiada) na odbicie. Nawet gdy ulega zmianie, jest to zmiana bierna, bez jego zaangażowania. Co innego w przypadku systemów, w szczególności ożywionych. Tu każde odbicie jako czynnik zewnętrzny może spowodować uaktywnienie czynnika wewnętrznego, czyli mocy przystosowującej byt do zmiany środowiskowej. Współgranie obu czynników nazywamy odbiciem czynnym. Im dłużej ma miejsce odbicie czynne, tym zmiany (rozwój/rozpad bytu) są trwalsze i bardziej widoczne. Długotrwały wpływ środowiska na byt skutkuje odbiciem trwałym (np. wykształceniem się jakiegoś organu u istot żywych), natomiast jeśli ów wpływ jest krótkotrwały i nie zostawia nieodwracalnego wpływu, mówimy o odbiciu chwilowym (jak np. zmiana temperatury o kilka stopni na pewien czas).

     Na podstawie obserwacji przyrody ożywionej i nieożywionej uważamy, że cokolwiek istnieje we Wszechświecie, jest mniej lub bardziej dokładnym odbiciem czegoś, co wcześniej zaistniało. Rzeczywistość prawdopodobnie ma holograficzny charakter, tzn. w każdym bycie odbija się jakiś fragment i/lub poziom Wszechbytu. Dlatego możemy powiedzieć, że każdy fakt, każdy byt, a w szczególności każdy system jest do pewnego stopnia odbiciem, czyli swoistym odczytaniem określonych poziomów lub obszarów Wszechbytu. Krótko mówiąc, niczego nie ma w bycie, czego nie byłoby we Wszechbycie i co nie zostałoby przez ów byt w jakimś stopniu „przepracowane”.

     Nas szczególnie interesuje to, co odbija się w istotach żywych. Tu możemy mówić o prawie odbicia w przyrodzie ożywionej. Według tego prawa każda żywa istota jest odbiciem właściwości środowisk, w których żyli jej przodkowie (i tego, w którym ona sama żyje), oraz odbiciem pracy, jaka została wykonana w jej rozwoju filogenetycznym. Można by zatem powiedzieć, że cokolwiek jest w żywych istotach, jest odbiciem ich własnego środowiska i ich własnej aktywności jako odpowiedzi na to, co pochodzi z zewnątrz. Innymi słowy, każdy organ, każda część ciała czy też każda zdolność (predyspozycja) umysłu jest w pierwszej kolejności odbiciem cech środowiska, a w dalszej – odpowiedzią organizmu na te cechy.

     Umysł jest również odbiciem. Czego? Mózgu? Nie. Akurat jest odwrotnie: to mózg jest odzwierciedlaniem umysłu, które trwało miliony lat, gromadząc swoje odbicia (doświadczenia) w mózgu. A sam umysł? Naszym zdaniem jest on odbiciem głębszych poziomów rzeczywistości – wegetatywnego, animalnego, psychicznego, duchowego –  o których będzie mowa w części antropologicznej lazurowej idei. Ten ostatni poziom osiągnął – ze wszystkich znanych nam bytów – jedynie umysł ludzki. Gdyby te poziomy nie były faktem, nigdy nie wykształciłby się umysł wraz z jego narzędziem, jakim jest mózg (mózgowie, centralny układ nerwowy).

     Oto jak w świetle teorii odbić prawdopodobnie wyglądała ewolucja biologiczna na Ziemi, rozpoczęta przed 4 mld lat i trwająca nadal. Do naszej planety z Kosmosu docierało m.in. promieniowanie elektromagnetyczne. Z szerokiego spektrum EM dochodziło do nas przede wszystkim światło widzialne (z podczerwienią i częściowo nadfioletem), pozostałe natomiast rodzaje promieniowania były zapewne tak niewielkie i/lub nieznaczące dla przetrwania, że przyroda ożywiona zignorowała je i nie zatroszczyła się o wykształcenie narzędzi do ich odbierania. Na Ziemi było już wcześniej odpowiednie środowisko do przenoszenia fal dźwiękowych (skały, woda, później pojawiło się także powietrze). To wszystko – „dotyk światła”, „dotyk fal dźwiękowych”, „dotyk związków chemicznych” w jakiejkolwiek postaci i, rzecz jasna, bezpośredni dotyk – wpływało na pierwsze organizmy. „Dotykane” (przez światło, dźwięk, chemię czy też bezpośrednio) organizmy, aby przetrwać i się rozwijać, musiały ustosunkować się do wymienionych przed chwilą czynników z zewnątrz jako sygnałów środowiskowych. Dlatego powoli zaczęły się wykształcać zmysły i ich narzędzia. Najpierw więc była potrzeba, a dopiero potem zrodził się sposób jej realizacji. Gromadzona przez organizm informacja – teraz już jako jego doświadczenie – musiała być gdzieś przechowywana. W tym celu zaczęły powstawać centra (nukulei) w takiej oto mniej więcej kolejności: nukleoid, jądro komórki, a na wyższym poziomie – prosta sieć nerwowa, układ nerwowy z wyróżniającym się przednim pierścieniem nerwowym, centralny układ nerwowy z odpowiednikiem obecnego pnia mózgu, centralny układ nerwowy z bezkorowym mózgiem, centralny układ nerwowy z mózgiem przykrytym korą (mózgowie).

     Zdaniem niemieckiego neurologa Hoimara von Ditfurtha, duch „nie spadł z nieba”, to znaczy nie pojawił się z jakiejś nadprzyrodzonej rzeczywistości ani nie wziął się znikąd, ot, tak po prostu. On był od zawsze w Rzeczywistości, tj. w rzeczywistości obiektywnej, która jest i może być tylko jedna. Owszem, są jeszcze inne rzeczywistości, tak zwane subiektywne, czyli to, co byt z rzeczywistości obiektywnej w sobie odbija, jednakże są to mniej lub bardziej trafne odbicia tamtej, będącej archetypem wszystkiego. Więcej na ten temat powiemy w części epistemologicznej dzieła.

 

Streszczenie rozdziału 8

 

W świecie wszystko jest powiązane ze wszystkim. Oczywiście im byty-systemy są bliższe sobie czasoprzestrzennie i ontycznie, tym ten związek bywa silniejszy. Z reguły najsilniejsze są relacje między sąsiadującymi ze sobą bytami równorzędnymi. To one mają naturalną skłonność do przyciągania się nawzajem i pozostawania w obustronnej zależności, czego efektem może być powstanie bytu wyższego rzędu wskutek dążenia proemergentnego. Owo lgnięcie „swojego do swojego” – począwszy od fizykalnych oddziaływań podstawowych, po naszą ludzką miłość (agape, phileo) – ma miejsce, jak się wydaje, na wszystkich poziomach Rzeczywistości. To zjawisko, rozumiane jako dążenie do bycia razem (philia), jest prawdopodobnie zjawiskiem powszechnym we Wszechświecie, dlatego możemy je nazwać miłością ontyczną. Miłość ta, naszym zdaniem, jest odbiciem miłości Wszechbytu do wszelkiego bytu.

     Wszechbyt jest Całością, czyli holistycznie rozumianą rzeczywistością. Nie ma dwóch rzeczywistości – fizycznej i metafizycznej, przyrodzonej i nadprzyrodzonej, materialnej i duchowej etc. – jest bowiem tylko jedna Rzeczywistość, aczkolwiek na różnych poziomach: począwszy od kwantowego, a skończywszy na duchowym (o ile nie ma jeszcze głębszych poziomów, o których ze względu na taki, a nie inny stopień naszego rozwoju nie wiemy). Ile jest tych poziomów? To zależy od przyjętych kryteriów: mogą być dwa, trzy, cztery albo nawet kilkanaście. Tę Całość (= Wszechbyt, = Rzeczywistość) – która stanowi najwyższy, wielopoziomowy i obejmujący wszystko, co istnieje, holistyczny system – ludzie odczuwający z nią więź (emocjonalną lub inną) nazywają Bogiem.

     Skoro Bóg został utożsamiony z Rzeczywistością, czy to znaczy, że Wszechświat jest Bogiem? Nie! Wszechświat to jeszcze nie cały Wszechbyt. Używając niedoskonałej analogii, na którą jesteśmy poniekąd skazani, moglibyśmy powiedzieć, że Wszechświat stanowi zaledwie „ciało” Boga. Jest Jego formą, podobnie jak Logos (= Wszechmyśl) jest Jego esencją, a wszelkie prawa ontyczne – ejdosem. Bóg jest nie tyle Stwórcą, to znaczy autorem jednorazowego, skończonego dzieła, ile nieskończonym Twórcą, twórczym Apeironem, czyli tym, który nieustannie tworzy.

     Bóg jest również osobą, o ile oczywiście nie rozumiemy osoby wąsko i naiwnie jako człowieka lub kogoś na kształt człowieka – ale jako kogoś, kto jest źródłem i uczestnikiem duchowości. My, ludzie, również jesteśmy osobami; jak już wiemy, mniej lub bardziej wiernymi, w zależności od naszej woli, odbiciami Jego osoby. Zresztą nie tylko my! Każdy byt-system jest (niekoniecznie osobowym) Boskim odbiciem, stosownie do osiągniętego poziomu.

     Relacja byt – Wszechbyt to na dobrą sprawę relacja część – holistyczna Całość. Jeśli mamy do czynienia ze zgodnością części z Całością, mówimy wówczas o dobru ontycznym. Człowiek jako istota mająca nieporównywalnie większe możliwości wyboru może czynić dobro lub zło, zwane dobrem moralnym lub złem moralnym, ale to zagadnienie aksjologiczne, z którym zmierzymy się w jednym z kolejnych tomów, poświęconemu wartościom.


[1] Za pomocą cudzysłowu podkreślamy, że nie chodzi nam tylko o myślenie przypisywane ludziom i ewentualnie tzw. zwierzętom wyższym, lecz o jego wszechobecność w przyrodzie (z czym nie wszyscy się zgadzają).

[2] Jest to możliwe wyłącznie w celach analitycznych, podobnie jak nie sposób oddzielić myśli od czasoprzestrzeni.

[3] Informacja zapisana w mózgowiu nie jest przekazywana potomstwu biologicznie (= za pomocą genów), lecz może być przekazana kulturowo (= za pomocą „genów” kultury, czyli jej dzieł).